
![]() Nie będę oryginalna, w tym co napiszę. Na stronach różnych hodowli można przeczytać piękne opisy rasy. Dlatego napiszę krótko. |
![]() |
|
Kontakt ze zwierzętami w moim życiu trwał i trwa..., a konie i psy zajmują w nim szczególne miejsce. W wyborze ras kierowałam się zawsze względami użytkowymi i tym razem tak było. Po odejściu za „ tęczowy most” mojej Norty ( owczarek niemiecki ), długo, bo aż trzy lata, szukałam rasy, która spełniłaby moje oczekiwania. Musiała to być rasa przede wszystkim stróżująca i taka, która nie dawałaby odczynu alergicznego u mojego syna uczulonego na psią ślinę. Po długich analizach, myszkowaniu po stronach www, wyselekcjonowałam Mastifa Tybetańskiego. Przez prawie dwa lata śledziłam losy polskich i zagranicznych hodowli, jeździłam na wystawy jako obserwator, i co mnie najbardziej na nich zaskoczyło? To, że będąc między nimi, nie odczuwało się nieprzyjemnego, psiego zapachu, była wśród nich cisza ( zero szczekania ), nietypowe zjawisko na wystawach, emanowało z nich dostojeństwo, opanowanie i to COŚ, co nie pozwalało oderwać od nich wzroku. Nareszcie nadszedł czas na zamieszkanie z nami suczki ELCZI, przywiezionej z czeskiej hodowli NARPO RANSI. No i zaczęło się. Nigdy nie myślałam, że można się tak uzależnić od psa, a od rasy, to już w ogóle było dla mnie nie do pomyślenia. W moich uszach pobrzmiewa mi ciągle zdanie, które usłyszałam od pewnej hodowczyni: „KTO MA MASTIFA JEDNEGO, CHCE MIEĆ NASTĘPNEGO”. Myślę, że jest to „ okrutna” prawda, której nie wyprze się żaden hodowca, ani właściciel TM. Te psy potrafią opętać człowieka, który już nie myśli racjonalnie, zadurza się w nich po uszy, a stan ten jest nie do wyleczenia. Dlatego, w związku z tym stanem, pojawił się w naszym domu z czeskiej hodowli SUNDARI pies HUTUKTU, w domu SANTI. Może się okazać, że to nie koniec. |
|
